Sabat putinowskiej V kolumny - komentarz Marcina Celińskiego

„Warsaw Summit” miał być wielką imprezą europejskiej alt prawicy, portal 444.hu podawał nawet, że na spotkaniu dojdzie do powołania nowej frakcji politycznej, która mogłaby stać się trzecią siłą polityczna w europarlamencie.

Jedno co było wielkie – to oprawa, finansowana jak twierdzą politycy PiS ze środków ich partii. Nie wyjaśniają jednak , dlaczego panią Le Pen na uroczystą kolację zapraszał premier ( a nie wiceprezes PiS) Morawiecki, a jej kolumna poruszała się po Warszawie w sposób przewidziany dla głów państw. To także sfinansowano ze skarbczyka na Nowogrodzkiej? Trochę wątpię.

Marie Le Pen niewątpliwie była gwiazdą tego wydarzenia, przede wszystkim za sprawą jej własnych służb medialnych które zadbały, byśmy i jej pobytu w stolicy Polski, ale przede wszystkim wielkiej wobec niej atencji gospodarzy nie przegapili. Z pewnością liderka Frontu Narodowego obrazki z Warszawy będzie eksploatowała w kampanii wyborczej, zwalczając argument swoich słabiutkich kompetencji międzynarodowych.

Ze znaczących postaci – był oczywiście premier Orban, przewodniczący partii VOX Santiago Abascal, przewodniczący partii Interes Flamandzki Toma Van Grieken przewodniczący Estońskiej Konserwatywnej Partii Ludowej Martin Helme.

Pozostałe partie – w komunikatach prasowych PiS podaje że było ich 13 – musiały być reprezentowane na niższym szczeblu, bo nazwiska liderów są pomijane.

Ciekawa jest lista nieobecnych – wbrew zapowiedziom europosła Poręby nie było Matteo Salviniego i Georgi Meloni – szefowej europejskiej frakcji do której należy obecnie PiS. Nie znaleźli  też czasu liderzy czeskiej ODS.

Nowa frakcja w Warszawie nie powstała, co wcale nie oznacza, że przeciek podawany przez węgierski portal, a dementowany przez polityków PiS przez konferencją, był nieprawdziwy. Fakt rozmów na ten temat nie jest tajemnicą, zapewne liderzy się nie dogadali, co przy znajomości umiejętności negocjacyjnych polityków PiS dziwić nie powinno.

Komunikat po konferencji mógłby powstać i bez jej odbywania – skupia się na przekazie serwowanym nam codziennie – Europa ojczyzn, żadnej integracji (w języku prawicowych populistów nazywanej federalizacją), zagrożeniem numer jeden jest zjednoczona Europa i jej instytucje. Być może dla niektórych jest zaskoczeniem, że liderzy stawiający sobie zadanie układania UE od nowa nie zauważają problemów na wschodzie (nawet tych na granicy polsko-białoruskiej) i nie zająknęli się nawet o zagrożeniu aspirującej do UE Ukrainy. Mnie nie dziwi.

W Warszawie spotkali się przedstawiciele populistycznych ugrupowań, które bardzo wiele łączy, a w obliczu „zagrożenia europejskiego” wyznawane nacjonalizmy integrują. Wszyscy są konserwatywni w XIX wiecznym tego słowa rozumieniu, swoją retorykę opierają na fobiach, wszyscy też otwarcie lub półotwarcie sympatyzują z Putinem.

Na pewno właśnie Putin jest największym wygranym „Warsaw Summit” – pomimo niepowołania frakcji jego zjednoczonych przyjaciół każdy ruch kwestionujący ideę europejską i odwracający uwagę od zewnętrznych zagrożeń dla państw UE (których autorem  jest przecież najczęściej Kreml) to dopisywanie punktów na jego korzyść.

Wygraną jest wierna sojuszniczka (żeby nie napisać dłużniczka...)  Putina Marie Le Pen, dla której wizyta w Warszawie i sposób podejmowania przez polskiego premiera jest argumentem w kampanii wyborczej.

Być może – mimo braku zapowiadanych sukcesów politycznych – wygrywa tez nieco PiS, bo w przekazie dla swoich wyznawców będzie podkreślał, że polexitowa polityka nie jest polexitowa, bo ma przecież sojuszników w Europie. No i przyjechali oni wszyscy do Warszawy na zaproszenie Jarosława Kaczyńskiego, który jak wiadomo wielkim strategiem i autorytetem na skalę światową jest...

Przegraną jest Polska, która w obliczu destabilizacji na wschodzie, możliwej kolejnej agresji rosyjskiej na Ukrainę,  po raz kolejny działaniami rządu PiS odwraca się od Europy by wspierać  V kolumnę Putina.

Marcin Celiński