Ślad węglowy ze śladem cyrylicy

Inicjatorzy ustawy z PiS z pozoru realizacją  dyrektywę Rady Europejskiej, zrealizowaną jednak w sposób perwersyjny. Dyrektywa Rady  wprowadza proste rozwiązanie,  jakim wyznaczenie maksymalnej   ceny,  po której można handlować energią na rynku europejskim (180 €  megawatogodzinę).  Do każdego jednak prawa, starczy dodać kilka przepisów, aby jego sens odwrócić.

Ustawa PiS wnosi takie zmieniające sens dyrektywy RE punkty i narzuca dodatkowe ograniczenia Dotyczące one m.in. co miesięcznych kontroli cen wyznaczanych na mocy zmiennych w czasie zarządzeń. W ten  sposób ceny energii ze źródeł odnawialnych będą regulowane urzędowo i to w trybie co miesięcznym.  Rozwiązanie nieuchronnie spowoduje zatrzymanie się inwestycji w energetykę odnawialną i powstrzyma rozwoju tej energetyki. Dla wielkich państwowych przedsiębiorstw nie stanowi to specjalnego problemu, dla przedsiębiorców prywatnych koszmar.

Celem unijnej Dyrektywy jest  też zatrzymanie wzrostu cen dla producentów,  które domykają rynek czyli dla produkcji opartej o gaz i węgiel (gdzie cenę energii warunkują ceny tych paliw).  W przypadku źródeł odnawialnych takiej zależności nie ma ,  ponieważ „paliwa” dostarcza słońce i wiatr. Unijna dyrektywa miała więc ograniczać producentów zależnych od paliw kopalnych,  a tym samym pośrednio czy bezpośrednio zależnych od Rosji. Cena 180 €  za megawatogodzinę jest na tyle wysoka, aby hamować producentów energii.     Ręczne natomiast ustalanie cen,  które mogą zmieniać się co miesiąc, uniemożliwiają jakikolwiek rachunek ekonomiczny.

Elektroenergetyka  w Polsce to przede wszystkim stare, mające często więcej niż trzydzieści  lat bloki węglowe wspomagane również bardzo drogą technologią gazową.  W istocie chodzi o sześć wielkich elektrowni (takich jak Turów czy Bełchatów). Dodać też trzeba,  co w obecnej sytuacji międzynarodowej jest konieczne, ze gdyby zostały zniszczone Polskę pozbawiona byłaby energii elektrycznej.

Źródła odnawialne pozwalają natomiast na  produkcję dalece zdecentralizowaną. W ostatnich latach przeżywamy boom energetyki odnawialnej, tylko że dotyczy on energetyki prosumenckiej, małej i naszej przydomowej.  Poparcie dla energetyki odnawialnej przekracza w naszym społeczeństwie 76%.

W zakresie natomiast energetyki odnawialnej  w skali przemysłowej i na użytek przemysłu Polska stoi niemal w miejscu, mimo wysiłku prywatnych przedsiębiorców.  Energii nam brakuje, farmy fotowoltaiczne i wiatrowe można budować szybko. Ocenia się, że budowa jednostki dającej  50 megawatów ze źródeł odnawialnych wraz z przyłączeniem do sieci,  nie trwała dłużej niż rok. Nowy blok węglowy buduje się latami i kosztuje to miliardy i jeszcze trzeba do niego dostarczyć  paliwo.

Odnawialne źródła energii uzależnione są od pogody, w związku z tym wymagają zasilanie energią z tradycyjnych źródeł, argumentują eksperci PiS. Dlatego ich zdaniem z OZE nie należy się spieszyć. Jest tymczasem wprost przeciwnie. Energia z OZE winna być produkowana w „nadmiarze”, aby dzięki niej produkować płynny wodór, jaki jest jedynym znanym sposobem magazynowania znacznych ilości energii elektrycznej. To właśnie jest wielkim celem Europejskiego Zielonego Ładu. Dążenie do tego celu jest dziś motorem postępu technicznego i posuwanie się ku niemu staje się dziś miarą nowoczesności.  Graniczną datą ma być rok 2050. UE średnio osiągnęło już poziom 36%. Polska jedynie 24% (choć dana ta jest zawyżona,  bowiem za ekologiczne pozyskiwaną energię liczy się w Polsce w dziwaczny sposób, również energię produkowana ze spalania odpadów – można więc sobie wyobrazić, że po stwierdzeniu Kaczyńskiego, że można palić czymkolwiek Polska zbliży się średniej unijnej).

To polskie zapóźnienie jest skutkiem polityki kolejnych rządów. Można jednak stwierdzić, że PIS w szczególny sposób nie lubi OZE, które miałoby być produkowane na użytek przemysłu przez prywatnych  przedsiębiorców, którzy w tej branży pracują. Warto przypomnieć obsesje  europoseł Zalewskiej walczącej  z wiatrakami, co nieomal nie skończyło się   uruchomienia produkcji wiatraków. Tym razem takie staje się czymś dramatycznym. Obecna nadzwyczajna ustawa będzie hamowała czy też zatrzyma inwestycje w OZE  w czasie,  gdy są one szczególnie  pilnie potrzebne, wobec energetycznego szantażu Moskwy.

Ustawa będzie hamowała nie tylko w rozwój, ale uderza w absolutnie strategiczne interesy naszego kraju. W istocie jest prezentem dla Moskwy, która od samego początku zwalczała na wszelki możliwy sposób OZE w całej Europie, ponieważ w perspektywie pozbawiało ją to rynków zbytu dla własnej ropy, gazu i węgla. Przy krzykliwej propagandzie skierowanej przeciw polityce klimatycznej UE, w czym celuje rząd PIS, w istocie od lat hamowano w Polsce rozwój OZE. Polityka klimatyczna miała wymysłem lewackiej Brukseli, w gruncie rzeczy jednak taka krytyka polityki klimatycznej maskowała zabiegi hamowania, tak groźnego dla Moskwy OZE. OZE więc w Polsce się nie rozwijało prócz produkcji prosumenckiej. Zarazem od roku  przed 2015 rokiem import węgla zwiększył się z  4 miliony ton węgla do 12 mln ton i jest głównie import z Rosji (między innymi z okupowanego przez Rosję Donbasu)

Spółki państwowe związane z energetyką są potężnym bastionem rządzących lubiących centralizm Takimi bastionami są  PGE, Tauron, Eneę oraz Energę. Tradycyjna energetyka, napędzana węglem i gazem, (poza tym że staje się coraz bardziej skansem), jest ostają władzy, która uwielbia rozdawać intratne stanowiska i dysponować pieniędzmi, którymi wspierać można własne cele polityczne. Przywiązanie więc PiS do energetyki węglowej jest nie niemal takie same jako telewizji publicznej, do PGE prawie takie same jak do TVPinfo.

W Polsce nie pozwolono rozwinąć się prywatnym przedsiębiorstwom energetycznym, które mimo tych przeszkód są głównym producentem  OZE. Próby Tauronu czy PGE są nieudolne, a do tej gry włącza się też ulubieniec Kaczyńskiego Daniel Obajtek, choć powinien zajmować się tylko ORLEN-nem, na których ceny niestety nie podlegają dyrektywom UE.  Sprawdza się ogólne i znana reguła – państwowe firmy nie sprawdzają się tam, gdzie potrzebna jest innowacja.

Z braku perspektyw z Polski uciekają poważni inwestorzy (jak np. firma KATLA z fabryka baterii do aut elektrycznych), które potrzebują perspektywicznego planu jak dany kraj ma dochodzić zielonej energii.  Nikt  nie żąda 100% zielonej energii w ciągu najbliższych lat,  ale konieczny jest konkretny  plan co będzie z pięć lat  czy dziesięć lat. Każdy wielki przedsiębiorca musi się liczyć  z inną dyrektywa mówiąca o śladzie węglowym i podatku od CO2. .

Europejski Zielony Ład  - Greendeal - to czytelny projekt,  który mówi jak będzie wyglądała gospodarka w roku 2050 roku. Projekt ten święci już dzisiaj sukcesy i jest naśladowany z oczywistych względów,  chodzi bowiem nie tylko o czyste powietrze, ale przede wszystkim o znacznie niższe koszty wszelkiej produkcji przemysłowej i nowe miejsca pracy.   To dlatego Biden, gdy tylko doszedł do władzy, ogłosił wielki program rekonstrukcji energetycznej Ameryki,  dając  miliardy  dolarów na fotowoltaikę,  wiatraki i magazyny energii. Było to dla USA konieczne, ponieważ dzięki Greendeal   gospodarka unijna staje coraz bardziej konkurencyjna (nie tylko zresztą wobec USA ale także i Chin).  Europejski Zielony Ład to wielki  game changer w światowej  gospodarce i potężne narzędzie Europejczyków utrzymania swojej pozycji.

Rządy PiS w widomy sposób z tym projektem się nie identyfikują.  W tej chwili w Polsce daleko w tyle na drodze do tego celu, daleko za innymi krajami EU. „Nadzwyczajna ustawa” wprowadza przepisy, które zatrzymają inwestycje w OZE przynajmniej na kilka lat, a w konsekwencji wymagająca ciągłej innowacji branża  może być  w Polsce sparaliżowana na dłużej. Polska  może wypaść z kolejki zamówień, inwestycji i innowacji. Stracony czas trudno będzie nadrobić, aby być może i tak jest go już bardzo mało, gdy patrzeć na Wschód.

Być może rządowi PiS, chodzi o zachowanie władzy w wielkich spółkach energetycznych. Być może zamiarem jest przejęcie OZE przez przedsiębiorstwa państwowe i ograniczenie w tej dziedzinie przedsiębiorczości prywatnej.

Jest jeszcze jedna hipoteza. Jest to jeszcze ustawa, w której pod śladem węglowym odnajdujemy ślad cyrylicy.

Kazimierz Wóycicki

Bez kompromisów i bez cenzury. Tworzone tak przez dziennikarzy, jak i odbiorców, bo medium obywatelskie musi być interaktywne. Burzymy czwartą ścianę między dziennikarzami a odbiorcami.

Reset może działac tylko dzięki Waszemu wsparciu! Zostań naszym Patronem!

Reset Obywatelski
Bez kompromisów i bez cenzury. Tworzone tak przez dziennikarzy, jak i odbiorców, bo medium obywatelskie musi być interaktywne. Burzymy czwartą ścianę między dziennikarzami a odbiorcami.