Porwanie Maduro jest symbolicznym pogrzebem zasady nieingerencji – fundamentu powojennego ładu. To powrót do nagiej siły jako podstawy polityki międzynarodowej.
Błyskawiczna operacja amerykańskich sił specjalnych w Caracas, zakończona pojmaniem Nicolása Maduro i jego żony, stała się jednym z najbardziej spektakularnych i kontrowersyjnych wydarzeń w najnowszej historii. W rozmowie Mariusza Braszkiewicza z Łukaszem Kobeszko wybrzmiewa diagnoza: to nie tylko interwencja, lecz symboliczny koniec epoki, w której prawo międzynarodowe stanowiło nadrzędny porządek.
Nowoczesny blitzkrieg w Caracas
3 stycznia 2026 roku świat obiegły nagrania wybuchów i helikopterów nad Caracas. Początkowo wyglądało to na klasyczną operację lotniczą USA. Kilka godzin później stało się jasne, że wydarzyło się coś bezprecedensowego: amerykańskie oddziały porwały urzędującego prezydenta obcego państwa i wywiozły go na pokładzie samolotu USS Iwo Jima do Stanów Zjednoczonych.
Łukasz Kobeszko podkreśla, że w historii interwencji USA – bogatej szczególnie w Ameryce Łacińskiej – nie było dotąd takiego modelu działania. Ani klasyczny zamach stanu, ani pełnoskalowa interwencja. Raczej chirurgiczny cios wymierzony w przywódcę.
Zostań naszą Patronką jeszcze dziś! Dziękujemy!
Cios w symbol, nie tylko w człowieka
W kulturze politycznej Ameryki Łacińskiej lider jest figurą niemal mityczną – ojcem narodu, wojskowym macho, uosobieniem siły. Maduro, podobnie jak wcześniej Chávez, budował swoją władzę na tej symbolice. Dlatego – jak zauważa Kobeszko – porwanie było nie tylko operacją militarną, lecz także aktem psychologicznego upokorzenia.
Pokazano, że „operetkowego przywódcę” można zabrać w dwie godziny, bez strat własnych. To komunikat skierowany nie tylko do Wenezuelczyków, lecz także do innych autorytarnych liderów regionu.
Co się dzieje w Wenezueli? – Mariusz Braszkiewicz – Łukasz Kobeszko
Prawo międzynarodowe? Epizod, który się kończy
Rozmówcy zgodnie wskazują, że operacja w Caracas jest symbolicznym pogrzebem zasady nieingerencji – fundamentu powojennego ładu. Zasady, która i tak była często fikcją, ale przynajmniej stanowiła punkt odniesienia.
Trump nie udaje, że ją respektuje. Wprowadza logikę „nikt nie może nam zabronić”, którą Prus wkładał w usta bohaterów Lalki. To powrót do nagiej siły jako podstawy polityki międzynarodowej.
Nowa odsłona doktryny Monroe’a
Wenezuela leży w tradycyjnej strefie wpływów USA. Dlatego – jak zauważa Braszkiewicz – Amerykanie nie obalają Łukaszenki, ale Maduro już tak. To sygnał dla Rosji i Chin: półkula zachodnia pozostaje amerykańska.
Czy to jednocześnie przyzwolenie, by inni mocarze robili to samo u siebie? Rosja nie potrzebowała zgody, by napaść na Ukrainę. Ale Pekin może odczytać Caracas jako zachętę do twardszej polityki wobec Tajwanu.
Co się dzieje w Wenezueli? – Mariusz Braszkiewicz – Łukasz Kobeszko
Gra wielkich mocarstw dopiero się zaczyna
Kobeszko zwraca uwagę, że w administracji Trumpa ścierają się różne frakcje – od Marco Rubio, reprezentującego antykomunistyczną diasporę kubańską, po zwolenników koncentracji na rywalizacji z Chinami. To, która z nich zwycięży, zadecyduje o dalszym kursie USA.
Jedno jest pewne: porwanie Maduro nie jest incydentem, lecz początkiem nowej ery. Ery, w której prawo międzynarodowe staje się dekoracją, a realną walutą są siła, szybkość i gotowość do przekraczania dawnych tabu.
Co sądzą Latynosi o polityce USA? – Mariusz Braszkiewicz – Szymon Król
.
