Gdy polska debata publiczna skupia się na Ukrainie, migracji i sporach wewnętrznych, Rosja – realne źródło zagrożenia – niemal znika z pola widzenia. Paulina Siegień ostrzega: ta nieobecność nie jest przypadkowa i może wpychać Polskę w niebezpieczną geopolityczną szarą strefę.
Jeszcze w 2022 roku Rosja była w centrum polskiej uwagi. Dziś, mimo trwającej wojny i coraz bardziej agresywnej polityki Kremla, temat ten wyraźnie zniknął z debaty publicznej. Jak zauważa Paulina Siegień, dziennikarka „Newsweeka” i badaczka Europy Wschodniej, Rosja stała się „zgraną kartą” – tematem, który uznano za politycznie nieatrakcyjny, a przez to wypchnięty na margines dyskusji.

Ta luka nie pozostaje jednak pusta. W jej miejsce pojawiły się nastroje antyukraińskie, skutecznie podsycane przez rosyjską dezinformację. Siegień zwraca uwagę, że skala zmiany społecznych postaw jest uderzająca: od masowego wsparcia dla Ukrainy w pierwszym roku wojny do zmęczenia, niechęci i otwartej wrogości kilka lat później. Politycy szybko zorientowali się, że „karta antyukraińska” przynosi wyborcze zyski.
Jednocześnie Rosja – choć nieobecna w polskiej narracji – pozostaje bardzo obecna w narracji rosyjskiej. W tamtejszych mediach Polska przedstawiana jest jako państwo awanturnicze, „zbuntowana kolonia Zachodu”, a nawet współwinna wybuchu II wojny światowej. Pojawiają się również groźby „denazyfikacji” Polski, znane już z propagandy wymierzonej wcześniej w Ukrainę.
Może jesteśmy prorosyjscy? Paulina Siegień. Pokolenie Zet w firmie: Wiktoria Nowak. Wyszogrodzka
Zdaniem Siegień szczególnie niepokojące jest to, że Polska znajduje się dziś pod silną presją geopolityczną, nie mając realnych alternatyw. Uzależnienie militarne od Stanów Zjednoczonych, rosnąca nieufność wobec Unii Europejskiej i brak konsekwentnej polityki informacyjnej sprawiają, że kraj może – nawet nieświadomie – dryfować w kierunku rosyjsko-chińskiej strefy wpływów. Nie musi to oznaczać militarnej agresji; znacznie bardziej prawdopodobny jest scenariusz agresji ekonomicznej i politycznej.
Rozmówczyni wskazuje również na porażkę państwa w walce z dezinformacją. Choć raporty rządowe jasno pokazują skalę prorosyjskich narracji w mediach społecznościowych, realnych działań niemal nie widać. Tymczasem propaganda skutecznie dociera do młodszych pokoleń, dla których Rosja nie jest już historycznym zagrożeniem, lecz abstrakcyjnym, „normalnym” krajem znanym z TikToka i Instagrama.
Może jesteśmy prorosyjscy? Paulina Siegień. Pokolenie Zet w firmie: Wiktoria Nowak. Wyszogrodzka
W tle tych procesów pojawia się jeszcze jeden problem: iluzja bezpieczeństwa. Polska inwestuje miliardy w ochronę granic, a jednocześnie – jak pokazują wydarzenia na granicy z Białorusią – systemy te okazują się dziurawe i nieskuteczne.
Wojna hybrydowa, jak podkreśla Siegień, toczy się nie tylko na granicach, lecz przede wszystkim „w naszych głowach”.
Największym paradoksem jest jednak to, że najlepszą gwarancją bezpieczeństwa Polski pozostaje dziś Ukraina i jej armia. Osłabianie wsparcia dla Kijowa – pod wpływem strachu, zmęczenia i dezinformacji – oznacza działanie wbrew własnemu interesowi.
– Nie możemy siedzieć okrakiem na dwóch koniach – podsumowuje Siegień. Brak jednoznacznego wyboru może sprawić, że Polska obudzi się w nowej rzeczywistości geopolitycznej, na którą nie będzie już miała żadnego wpływu.
Nie mamy innych sponsorów. Mamy tylko Was. Dziękujemy!
