Kim jesteśmy Wesprzyj Reset Przyjaciele Ramówka
kraj

Niezrozumiałe zakupy, masowe zwolnienia, defraudacja pieniędzy i ogromne straty finansowe państwowej spółki. Nieumiejętność zarządzania czy celowe działanie na szkodę zakładu?

Niektóre działania są niezgodne z prawem – powiedziała w programie „Bez Wyjścia” Edyta Żemła z Onetu. Dziennikarka opisała w Onecie proces upadku zakładu Bumar-Łabędy.

„Pancerna Ela” i początek poważnych problemów


W 2020 roku prezesem Bumaru zostaje Elżbieta Wawrzynkiewicz- prezes zakładów WZM w Poznaniu. Oba zakłady należą do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, w konsekwencji czego dochodzi do konfliktu interesów. Urzędowanie pani prezes rozpoczyna się masowymi zwolnieniami w spółce. Zwalniani są nie tylko pracownicy, ale również dyrektorzy poszczególnych działów i specjaliści. Część z nich sama rezygnuje. – Bumar-Łabędy zaczyna być traktowany jak niechciane dziecko – stwierdziła Żemła. W zakładzie dochodzi do niezrozumiałych decyzji: likwidacja wyspecjalizowanych działów, zakup sprzętu bez procedur czy tłumaczenie strony A4 za około 1400 zł. Zyskowny w  2019 Bumar  (14 mln zł), rok 2020 zakończył stratą 71 mln zł.

Malowanie farbą zamiast gruntownej modernizacji

Zakład Bumar-Łabędy w tej kadencji zaproponował ambitną modernizację czołgów T-72. Wśród pomysłów były m.in. wbudowanie komputerów czy nowe systemy celowania i mierzenia. Modernizacja miała unowocześnić i poprawić jakość wozów. – Pomysły były ambitne, ale ciekawe. Zostały opracowane przez specjalistów w Bumarze-Łabędy. Pieniądze i dobra wola rządzących jednak stanęły na przeszkodzie – stwierdziła Żemła. W czasie kampanii wyborczej w 2019 roku premier Mateusz Morawiecki i szef MON Mariusz Błaszczak pojawili się w zakładzie. Ogłosili wielki sukces w zakresie modernizacji sprzętu polskiej armii. Jednak zamiast gruntownej modernizacji podjęto decyzję o drobnej zmianie układu elektrycznego i pomalowaniu czołgów farbą. Po remoncie czołgi wróciły w złym stanie. Część z nich nie mogła skręcać.

Zły stan sprzętu militarnego

Edyta Żemła stwierdziła, że stan wyposażenia polskiej armii pozostawia wiele do życzenia. Zauważyła, że ten problem jest aktualny od wielu lat. – Sprzęt jakim dysponuje polska armia jest zbieraniną od sasa do lasa. Powinniśmy postawić na jeden typ i go rozwijać – powiedziała. - Mamy wielkie ambicje pancerne. Gdyby unowocześnić flotę czołgową wylibyśmy potęgą Europejską. Ich jakość aktualnie jest taka, że nie mamy ich prawie wcale. To złom, który powinien trafić do muzeum - powiedziała gościni programu.

Rozmówczyni Marcina Celińskiego powiedziała, że Polska nie może pozwolić sobie na upadek zakładu pancernego w Bumarze- Łabędy. Byłoby to niebezpieczne dla naszego bezpieczeństwa militarnego, zważając na konflikt na polsko-białoruskiej granicy. - Wschodnia granica jest beczką prochu. Wszystko może się zdarzyć. Musimy mieć zaplecze remontowo-techniczne, aby szybko naprawiać wszelkie usterki. Sprzęt powinien służyć odstraszaniu i obronie, a nie staniu w garażu. Mamy świetnych ludzi, świetnych inżynierów, ale nie ma dobrej woli rządzących – powiedziała gościni „Resetu”.

oprac. mu

Udostępnij

Tagi

Dołącz do nas

Podoba Ci się?

Obywateluj z nami