Kim jesteśmy Wesprzyj Reset Przyjaciele Ramówka
swiat

Jeśli rząd Narendry Modiego ponownie przymknie oczy na sytuację Indusek, w zakresie praw kobiet Indie cofną się o minimum dekadę.

Indyjskie kobiety się duszą. Częściej niż mężczyźni umierają na COVID-19, rzadziej poddawane są testom i leczeniu. Ale pandemia uderzyła w nie także z innych stron, narażając na głód, bezrobocie i męską agresję. Jeśli rząd Narendry Modiego ponownie przymknie oczy na sytuację Indusek, w zakresie praw kobiet Indie cofną się o minimum dekadę.

Aditi coraz trudniej jest złapać oddech. Nie, nie choruje na COVID-19, jej organizm jak dotąd skutecznie się broni, straciła jednak teścia i daleką kuzynkę. Oddech odbiera jej strach o męża, jeszcze do niedawna zmieszany z dymem z prowizorycznych krematoriów płonących na ulicach Delhi. Rohit to miłość jej życia i jedyny żywiciel rodziny – gdy jego zabraknie Aditi zostanie sama ze wspomnieniami, pięcioletnią córką i starą teściową. Bez wykształcenia i doświadczenia zawodowego trudno jej będzie zdobyć pracę, zwłaszcza, że w podobnej sytuacji znajdą się tysiące innych kobiet. Aditi nie ma bowiem wątpliwości, że w Indiach to kobiety zapłacą największą cenę za pandemię koronawirusa.

Naukowcy coraz odważniej mówią, że pandemia w Indiach wyhamowuje i kraj nie doświadczy powtórki z dramatycznej drugiej fali. Liczba nowych, także ciężkich w przebiegu, przypadków spada, zmniejsza się ilość hospitalizacji, a odciążony sektor opieki zdrowotnej lepiej radzi sobie z leczeniem chorych. Niepokój jednak pozostał, a wiąże się głównie z nowymi odmianami koronawirusa. Ponadto...styczeń również dawał nadzieję, że szczyt pandemii Indie mają już za sobą. Nadzieję, jak się szybko okazało, płonną – w marcu liczba zachorowań wystrzeliła bowiem w górę, a program szczepień realizowany jest znacznie wolniej niż zakładano. Do tego doszedł pogłębiający się kryzys gospodarczy i coraz częstsze głosy mówiące, że Narendra Modi podjął decyzję o zeszłorocznym twardym lockdownie niczym jedynowładca – bez konsultacji z członkami swojego gabinetu. Indie przegrywały jednak walkę z pandemią koronawirusa także na innym froncie, a ofiarami tej porażki padły kobiety i dzieci.

Głodne kobiety Indii

W 2020 roku Indie znajdowały się na 97. miejscu Global Hunger Index - z wynikiem 27,2 pkt należały do kategorii krajów, w których panuje „poważny głód”. Wśród zaledwie trzynastu państw jeszcze gorzej radzących sobie z problemem bezpieczeństwa żywieniowego znajdował się m.in. Afganistan, Nigeria i Czad. Sytuacja dramatyczna? Wbrew pozorom wynik ten dawał powody do optymizmu, pokazywał bowiem, że w walce z głodem Indie radzą sobie coraz lepiej. Jeszcze w 2000 roku kraj ten miał prawie 39 pkt., co plasowało go w kategorii „ekstremalny głód”, a w ciągu kolejnych 12 lat obniżył wynik do nieco ponad 29 pkt. Pandemia koronawirusa oraz związany z nią chaos administracyjny i spowolnienie gospodarcze może jednak cofnąć kraj na drodze do zminimalizowania problemu.

Statystyki nie pozostawiają wątpliwości: to kobiety najbardziej cierpią na skutek panującej w ich krajach klęski głodu. Według World Food Program z 690 mln ludzi na całym świecie, pozbawionych obecnie dostępu do żywności, 60 proc. stanowią właśnie kobiety i młode dziewczęta, zaś w blisko dwóch trzecich państw kobiety częściej niż mężczyźni zgłaszają brak bezpieczeństwa żywnościowego. W społeczeństwach patriarchalnych, takich jak współczesne Indie, wiąże się to przede wszystim z uprzywilejowaną pozycją mężczyzny, któremu należą się najlepsze i największe racje żywnościowe. Matki, żony i córki sobie odejmą od ust, byle nakarmić męskich członków rodziny.

Photo by Prashanth Pinha

W 2020 roku problem niedożywienia dotykał 14 proc. indyjskiego społeczeństwa, z czego zdecydowaną większość stanowiły kobiety. Co to oznacza? Ponad połowa Indusek w wieku rozrodczym cierpi z powodu anemii, co piąte dziecko natomiast boryka się z poważną niedowagą. 30 proc. noworodków umiera na skutek nie wystarczającej ilości pożywienia. Niedożywieniu kobiet i dzieci miał przeciwdziałać wdrożony w 2016 roku program Pradhan Mantri Matrutva Vandana Yojna. Miał, bo na przestrzeni kolejnych trzech lat skorzystało z niego zaledwie 17 proc. uprawnionych kobiet. W ramach programu ciężarna kobieta otrzymywała zapomogę w wysokości 6 tys. rupii, wypłacaną w trzech ratach. Pieniądze te miała przeznaczyć na dodatkowe racje żywieniowe. Co poszło nie tak? Podstawowym problemem był nadmiar formalności i wymóg posiadania konta w banku, co na wiejskich obszarach Indii oraz w mocno tradycyjnych rodzinach wcale nie jest oczywistością. Wybuch pandemii koronawirusa tylko pogorszył sytuację – wiele pogramów społecznych zostało wstrzymanych a banki miały problem z realizacją wypłat.

Zatrzaśnięte drzwi

Wsparcie dla kobiet i dzieci oferują także tzw. anganwadi, czyli wiejskie ośrodki opieki. Pierwsze tego rodzaju placówki powstały już w latach 70. XX wieku, jako element programu zwalczania głodu i niedożywienia najmłodszych mieszkańców Indii. Kobiety ciężarne i karmiące matki mogą przejść w nich kontrolę stanu zdrowia a także otrzymać szczepienie przeciwko tężcowi oraz dodatkowe racje żywnościowe i suplementy. A przynajmniej mogły, zanim pandemia koronawirusa im to uniemożliwiła. Co się stało? Wiosną 2020 roku premier Narendra Modi zarządził jeden z najbardziej surowych lockdownów na świecie, w efekcie czego anganwadi także zamknęły drzwi przed potrzebującymi. Dla setek kobiet oznaczało to, że tego dnia będą musiały – w najlepszym wypadku – zadowolić się resztkami po męskich domownikach. O suplementach diety nawet nie myślały. Nie wszyscy pracownicy tych ośrodków mieli tyle zapału co Anita Tiwari ze stanu Ćattisgarh i  Javitri Devi ze stanu Uttar Pradeś, które samodzielnie roznosiły racje żywnościowe do swoich podopiecznych. W rękawiczkach i maseczkach, przestrzegając zasad dystansu społecznego, chodziły od domu do domu, za każdym razem ucząc także rodziców jak prawidłowo odżywiać dzieci i sprawdzając stan zdrowia najmłodszych. Pomysł się sprawdził i wczesnym latem, gdy Indie doświadczały lokalnych lockdownów, władze stanowe obligowały pracowników anganwadi do rozprowadzania racji żywnościowych od drzwi do drzwi. Nie wszystkie ośrodki tego typu wróciły jednak do pracy, wiele z nich było też ponownie zamykanych na skutek dramatycznego przebiegu drugiej fali pandemii. A przecież anganwadi pośredniczą też w realizacji programów pomocowych takich jak Pradhan Mantri Matrutva Vandana Yojna... Dokładne dane nie są znane, wiadomo jednak, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wiele kobiet nie otrzymało przelewów lub otrzymało tylko ułamek należnej im kwoty.

Czasem mąż musi uderzyć

Wiosną 2020 w Indiach zamknięte zostały sklepy, stanęły budowy i fabryki, a setki tysięcy mężczyzn z dużych miast ruszyło na wieś, by przeczekać przymusowe bezrobocie w otoczeniu rodziny. Dla wielu kobiet, mimo majaczących na horyzoncie problemów finansowych, był to szczęśliwy czas, dla równie wielu piekło na ziemi. Frustracja, bezczynność, poczucie braku celu – wszystkie te emocje z serca przeniosły się w pięści i znalazły ujście w przemocy wobec żon i córek.

Photo by Sharon Christina Rørvik

Współczesne Indie wciąż hołdują tradycyjnie postrzeganej roli kobiety jako żony i matki oraz istoty podległej mężczyźnie, co w pewien sposób sankcjonuje stosowaną wobec nich agresję. Zgodnie z informacjami National Crime Records Bureau ofiarami przemocy domowej pada ponad 70 proc. indyjskich kobiet. Według medialnych doniesień natomiast, w Indiach XXI wieku 50 proc. społeczeństwa, niezależnie od płci, wciąż wierzy, że mąż musi czasami zastosować wobec żony agresję fizyczną. Wysoki poziom przemocy domowej sprawił, że w 2005 roku indyjskie władze przyjęły Protection of Women from Domestic Violence Act, penalizujący wszelkie formy znęcania się mężczyzny nad żoną, zarówno fizyczne, jak i emocjonalne, słowne i ekonomiczne. Nowe prawo wydaje się jednak mało skuteczne, sprawy dotyczące gwałtów małżeńskich i bicia rzadko trafiają bowiem do sądów. Dlaczego? Znaczna część maltretowanych kobiet uznaje doznawaną przemoc za część kobiecej dharmy i milcząco ją akceptuje. Te bardziej „niepokorne” szukają pomocy, ale na pewno nie wśród funkcjonariuszy policji, uznawanych za przekupnych i nieprzyjaznych kobietom.  Według National Family Health Survey-4, w latach 2015-16 aż 33 proc. indyjskich mężatek w grupie wiekowej 15-49 lat doświadczyło przemocy ze strony męża, tylko 14 proc. jednak ujawniło problem. Poszkodowane zwracały się głównie do krewnych, tylko 3 proc. stawiło się na posterunku policji. Według danych National Commission for Women, w czasie lockdownu liczba przypadków przemocy domowej wzrosła dwukrotnie i nie ustała po powrocie do tzw. normalności – od roku organizacja ta otrzymuje ponad 2 tys. skarg miesięcznie, z czego jedna czwarta dotyczy agresji ze strony mężów.

Pandemia nie tylko nasiliła przemoc domową, ale też odcięła jej ofiary od potencjalnego wsparcia, jakim jest rodzina i organizacje pozarządowe. Te ostatnie, wbrew oficjalnym danym, zanotowały nawet spadek liczby skarg – może to jednak wynikać z faktu, że zamknięte z oprawcami kobiety nie miały fizycznej możliwości zgłoszenia aktów przemocy. National Commission for Women uruchomiła dla nich ogólnokrajowy numer WhatsApp, nie wszystkie kobiety dysponują jednak dostępem do internetu ani nawet własnym telefonem – według feministycznej organizacji Oxfam India, telefon posiada tylko 33 proc. mieszkanek kraju, jeszcze mniej ma dostęp do internetu.

Uśmiercone za życia

Kto jest najbardziej narażony na śmierć z powodu COVID-19? Po roku od wybuchu pandemii wiemy już, że znaczenie ma nie tylko zaawansowany wiek i występowanie chorób współistniejących, ale także płeć. Dane pokazują, że z chorobą znacznie częściej przegrywają mężczyźni, co według magazynu Lancet ma związek z ich słabszą odpornością i mniej higienicznym trybem życia. Istnieją jednak wyjątki, do których należą takie państwa jak Indie, Nepal i Wietnam – w Indiach śmiertelność z powodu COVID-19 wynosi 2,9 proc. wśród mężczyzn i 3,3 proc. wśród kobiet. Przyczyna może być banalna, jak choćby fakt, że w Indiach kobiety żyją dłużej niż mężczyźni, seniorek jest więc więcej niż seniorów. Równie dobrze jednak może ponownie tkwić w patriarchalnych tradycjach – indyjskie kobiety wolą leczyć się same niż udać się po poradę do lekarza, częściej cierpią z powodu niedożywienia i spowodowanego nim wyniszczenia organizmu. Krewni prędzej zadbają ponadto o wykonanie testu u swych męskich członków i to ich nakłonią do wizyty u lekarza – zdrowie kobiety jest przecież mniej warte niż zdrowie żywiciela rodziny.

Photo by Frédéric Barriol

W szczególnie niekorzystnej sytuacji są kobiety ciężarne, znacznie bardziej narażone na śmierć z powodu COVID-19 niż pozostałe. Zagrożenie pojawia się w trzecim miesiący ciąży, gdy powiększająca się macica zaczyna uciskać płuca – newralgiczny narząd w przebiegu zakażenia koronawirusem. Choroba może też prowadzić do poważnych powikłań, łącznie z przedwczesnym porodem – często wywoływanym przez lekarzy, by ratować życie kobiety. W obliczu prognozowanej trzeciej fali ochronę przyszłym matkę mogłyby zapewnić szczepienia, niestety, rząd Narendry Modiego dopuścił możliwość szczepienia kobiet ciężarnych dopiero w lipcu. Co więcej, wielu lekarzy nie chciało wykonywać takich szczepien w obawie przed konsekwencjami dla płodu.

Indie to miejsce, w którym możliwe są wyjątki...od wyjątków. Należy do nich stan Maharasztra – jeden z najmocniej dotkniętych koronawirusem rejonów kraju. Tam COVID-19 zebrał dwukrotnie większe śmiertelne żniwo wśród przedstawicieli płci męskiej, nie oznacza to jednak, że kobiety dziękują bogom za błogosłowieństwo. Czy może być coś gorszego niż śmierć? Tak – dla niektórych kobiet jest to śmierć za życia, na jaką skazuje je wdowieństwo. Choć obyczaj samopalenia kobiet na stosach pogrzebowych ich mężów niemal całkowicie zanikł, sytuacja wdów wciąż pozostaje daleka od idealnej. Oskarżane są o doprowadzenie do śmierci męża – choćby poprzez złe postępowanie w poprzednim życiu.  Ich powtórne małżeństwo nie jest wprawdzie potępiane w takim stopniu, jak jeszcze pół wieku temu i jest dozwolone prawem, nadal nie cieszy się jednak popularnością, zwłaszcza w wyższych kastach. Do dziś w niektórych częściach Indii wdowy, niezależnie od ich pozycji społecznej, majątku czy wykształcenia, są wykluczane z życia społeczności jako istoty przeklęte, obciążone złymi uczynkami z poprzednich wcieleń. Nie mają one prawa do noszenia barwnych strojów i ozdób, jedzenia przyprawionych potraw. Powinny spędzać całe dnie na modlitwie w intencji zmarłych mężów i pokucie za popełnione grzechy. Ideałem jest wdowa, która usuwa się z aktywnego życia i zamykając w aśramie kieruje całą uwagę na sprawy duchowe. Wiele zależy od regionu geograficznego oraz środowiska społecznego, w którym żyją – w postępowych, wielkomiejskich kręgach tradycyjne uprzedzenia wobec wdów stopniowo zanikają, na wsiach wciąż mają się jednak świetnie. Nierzadko zdarza się jednak, że i owdowiałe członkinie wyższych kast są skazywane na społeczną śmierć. Liczby nie kłamią: tylko we Wryndawanie żyje 6 tys. wdów – część z nich samodzielnie zadecydowała poświęcić swe życie sprawom duchowym, inne zostały wyrzucone z domu przez rodziny, jeszcze inne same uciekły przed brutalnością krewnych, dla których stanowily zbędny balast i finansowe obciążenie.

Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o...pieniądze

W momencie zamążpójścia hinduska kobieta staje się częścią rodziny męża i pozostaje pod jej opieką także po jego śmierci. Nie ma prawa urodzić dziecka, z punktu widzenia rodziny i społeczeństwa traci więc przydatność i stanowi zbędne obciążenie finansowe. Zwłaszcza, że często sama nie przynosi dochodu. We współczesnych Indiach odsetek czynnych zawodowo kobiet wciąż pozostaje jednak relatywnie niski, co więcej na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat uległ radykalnemu obniżeniu – według International Labour Organization tylko pomiędzy 2004 a 2011 rokiem liczba pracujących kobiet spadła z 35 do 25 proc. Wynika to przede wszystkim z nakazów patriarchalnej tradycji, wciąż wymagającej od zamężnych kobiet skoncentrowania się przede wszystkim na życiu domowym i wychowywaniu dzieci. Według New York Times na terenach wiejskich męscy opiekunowie nie pozwalają swym córkom, siostrom lub żonom uczestniczyć w szkoleniach zawodowych oraz podejmować pracę zarobkową, w większych ośrodkach miejskich natomiast kobiety wciąż mają problem z dostęp do stanowisk tradycyjnie uważanych za męskie. Kobiety są również słabiej opłacane, co często przemawia za całkowitą rezygnacją z potencjalnego zatrudnienia. W efekcie w tak nowoczesnej metropolii jak Delhi tylko 18-34 proc. kobiet kontynuuje pracę zawodową po urodzeniu dziecka. Gdy przedwcześnie stają się wdowami pozostają na łasce powinowatych.

Photo by Annie Spratt

A jeśli pracują? Kobiety najczęściej zatrudniane są w hotelarstwie i rozrywce, czyli branżach najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa. Według informacji World Economic Forum, w Indiach od czasu zeszłorocznego zamknięcia pracę straciły cztery na dziesięć kobiet – wiele z nich nie odzyskało stanowiska po zniesieniu lockdownu. Dla części bezrobotnych ratunkiem przed nędzą będzie małżeństwo zaaranżowane przez rodzinę, oparte wyłącznie na korzyści finansowej, a więc z góry zakładające nierówność. Przymusowy ślub, często przedwczesny, to także całkiem realna perspektywa dla nastoletnich uczennic, które wraz z zamknięciem szkół straciły swoją jedyną „wymówkę”. To, że od 2009 roku w Indiach istnieje obowiązek szkolny dla dziewcząt to jedno, drugie to jego niezbyt powszechna akceptacja. Edukowanie córek wciąż nie cieszy się uznaniem sporej części społeczeństwa, co przekłada się na konkretne liczby: w szkolnych ławach nie zasiada ponad 13 proc. piętnasto i szesnastolatek. Obecnie istnieje poważne ryzyko, że tradycyjnie nastawieni rodzice, zwłaszcza z wiejskich obszarów kraju, mogą zechcieć wykorzystać brak lekcji, by ostatecznie zakończyć przygodę ich córek z edukacją i zacząć rozglądać się za właściwym kandydatem na męża. O ile już nie został wybrany, najczęściej bez wiedzy (i zgody) dziewczyny.

Aditi codziennie prosi bogów, by zachowali jej męża w zdrowiu. Co jednak, gdy niebianie jej nie wysłuchają? Jeśli będzie miała szczęście zdobędzie posadę pomocy domowej, w końcu na gotowaniu, sprzątaniu i opiece nad dziećmi zna się naprawdę dobrze. Szczęście jest jednak słowem-kluczem, w podobnej do jej sytuacji znajdą się bowiem tysiące kobiet. A władze będą dużo mówić, ale nie kwiną palcem, by im pomóc. Rząd BJP zawsze lekceważył problemy kobiet. Teraz, gdy recesja puka do drzwi, a uwielbienie dla premiera powoli zmienia się we wściekłość, pokusa by w pierwszej kolejności zająć się kryzysem gospodarczym i wizerunkowym, będzie zapewne jeszcze silniejsza. Aditi więc codziennie odprawia pudźę dla bogów. Bo już chyba tylko bogowie mogą pomóc jej i innym indyjskim kobietom.

Blanka Katarzyna Dżugaj

Udostępnij

Tagi

Dołącz do nas

Podoba Ci się?

Obywateluj z nami